Cristiano przebudził się w środku nocy z krzykiem na ustach, cały
mokry od zalewającego go potu. Śniła mu się siostra Eufrozyna,
która chciała namydlić go "Szarym Jeleniem". Groźne
oblicze zasuszonej szpitalniczki wyryło mu się w pamięć,
dokładnie tak samo jak widok zakrwawionej podpaski w damskim wc,
kiedy jako nastolatek musiał wypełnić głupi rozkaz starszego
kolegi.
- Mamusiu!- jęknął rozglądając się po ciemnej celi. Reszta
chłopaków smacznie spała, Pepe pochrapywał przez sen a Alonso
wzdychał i mamrotał imię swojej Anny.
Cris położył się z powrotem na niewygodnej pryczy i nakrył
połatanym kocem. Chciało mu się płakać, chociaż tylko cieniasy
i najgrosze taniochy okazują słabość. On jest wielkim CR7 i nie
powinien jojczeć. Jutro wszystkim pokaże, jak zajebistym jest
aktorem i że mógłby być nominowany do Oscara.
Dzień upłynął piłkarzom na wprawianiu się w nałożone na nich
obowiązki. Pepe zameldował się w kuchni kilka minut po piątej,
patrząc łakomym wzrokiem na pachnący chleb, który wyciągała z
pieca siostra Domitylla. Od zapachu zaburczało mu w brzuchu, czego
nie omieszkała zauważyć pulchna mniszka.
- Siostra jest głodna, proszę się częstować. Świeżutki chlebuś
a tutaj wiejskie masełko. Czasem lubię sobie podjeść przed
posiłkiem. - zachichotała kucharka.
"Widać". - pomyślał stoper Realu, głośno zaś
powiedział.
- Och ja też, szczególnie konfiturkę z wiśni.
- A wie siostra, że nie widać? Wszystkie jesteście takie
chuderlawe, najbardziej to Crista i Sergia, ale ta druga siostrzyczka
jest słabowita na płucach to normalne. Na naszych specjałach na
pewno nabierzecie krzepy. - pomachała chochlą, którą zamierzała
przemieszać owsiankę.
Sergio westchnął teatralnie, słuchając monologu siostry Tekli.
Iker był mistrzem aktorstwa, ponieważ nawet on dał się nabrać na
to, że bramkarz jest zainteresowany uprawą ziół.
- Powiem coś siostrom w sekrecie.- Tekla rozejrzała się na boki a
potem pochyliła konspiracyjnie, jakby właśnie miała im do
przekazania tajemnicę wagi państwowej. - Sekretem uprawy ziół
jest czytanie im literatury.
- Poważnie?- zapytał entuzjastycznie Iker. - A co lubią czytać?
Ramos załamał się postawą przyjaciela, który świetnie bawił
się udając ciemną masę.
- A no to różnie. Mięta lubi kryminały, tymiankowi czasem czytuję
Kwiatki św Franciszka a lubczyk...- zarumieniła się niczym
piwonie, które rosły pod klasztornym murem.- Lubczyk lubi
romanse...Tylko błagam niech mnie siostrzyczki nie wydadzą, bo
siostra Eufrozyna i matka przełożona nie popierają tego typu
lektur. - zachichotała niczym pensjonarka.
- Wcale im się nie dziwię...- wyrwało się Sergiowi.
- Co siostra mówiła, bo niedosłyszałam?
- Ekhm mówiłam, że się troszkę dziwię. U nas w Argentynie można
nam podczytywać dobre romanse...- zaplątał się, ale szybko z
pomocą przyszedł mu Iker.
- Nasz umiłowany ojciec święty, Franciszek mawia" W miłości
nie ma nic zdrożnego...".
- Ma siostra absolutną rację. Jeśli siostra chce, to pożyczę
jeden romans. Dostałam od pani Rosario, tej co przynosi nam ryby. -
mniszka wyciągnęła z pod wiaderka książkę obłożoną kolorową
gazetą.
Iker przyjął ją z nabożną czcią i obiecał szybko zwrócić.
- " Jego oczom ukazało się białe berło piersi..."
Matko kochana i święty Jezu na bananie co to jest?- rechotał potem
Pepe, którego Domitylla wysłała do ogrodu po zioła. Chłopaki
schowajcie to, potem sobie poczytamy. Berła piersi, brzmi jak opis
laski z penisami zamiast cycków.- ubawiony stoper poczłapał do
kuchni z koszyczkiem wypełnionym ziołami.
Tymczasem w infirmerii Ronaldo pocił się właśnie nad misą,
ucierając w niej maść na żylaki.
- Niech siostra miesza energicznie - zaleciła Eufrozyna,
przewiercając go tymi swoimi bladymi oczyma. - Maść nie może się
zwarzyć.
- A nie prościej byłoby kupić w aptece? - bąknął nieśmiało.
- W aptece? - zgorszyła się szpitalniczka. - Siostra wie, ile by to
kosztowało? Nie stać nas!
Cris zacisnął zęby i począł energiczniej pracować pałką do
ucierania, chociaż woń płynąca z misy przyprawiała go o mdłości.
- Jak już siostra skończy ucieranie i przykryje misę czystym
płótnem, pójdzie siostra tam - Eufrozyna wskazała biały parawan
na końcu pomieszczenia. - Siostrze Felicydzie trzeba zrobić
zastrzyk podskórny na alergię.
Cristianowi zrobiło się jakoś słabo. Nie bał się igieł, był w
końcu honorowym krwiodawcą i dawał się kłuć regularnie, ale
myśl o wbijaniu czegokolwiek komuś innemu była przerażająca.
- Zastrzyk...? - pisnął słabo. - Ale że ja?
- Co też siostra - ofuknęła go Eufrozyna. - Ja. Siostra będzie
asystować. Jestem dyplomowaną pielęgniarką.
CR7 odetchnał z ulgą.
I tak im płynął dzień, na pracy, przeplatanej modlitwą. Xabier w
roztargnieniu dłubał w papierach, gapiąc się na porządkującą
bibliotekę Annę.
- Strasznie jest zapuszczona, sama nie wiem co tu mam - wyjaśniła
siostra przełożona, odpędzając kurz skrajem habitu. - trzeb to,
ekhe! Khe! Pospisywać.
Odłożyła na biurko wyjętą z półki książkę, która wznieciła
unoszące się w gabinecie obłoki pyłu.
- Myślę, Anno, że to dobre zajęcie dla ciebie. Wyrabia skupienie,
którego tak ci brakuje. A siostra Xabieria, cóż, siostro, byłabym
wdzięczna za posegregowanie mi tych starych rachunków. Rozumie
siostra, osobno za prąd, osobno za żywność i tak dalej.
- Tak matko przełożona - Anna dygnęła, z uporem wbijając
spojrzenie w dębowy parkiet.
- Oczywiście - rzekł Xabi w roztargnieniu.
- Ja muszę iść, spowiednik czeka na mnie w kościele, mamy mnóstwo
spraw do omówienia. Szczęść boże, moi mili!
Z tymi słowy zniknęła za drzwiami.
Xabi wahał się, czy nie podejść do Anny i na tym wahaniu zeszły
mu co najmniej dwie godziny. Dwie godziny sortowania rachunków i
łypania okiem na ukochaną, noszącą tomy z półki na biurko i z
powrotem.
Wreszcie jego męska, a rycerska natura nie wytrzymała.
- Może siostrze pomogę? - zapytał.
- Jestem tylko nowicjuszką - odparła spokojnie. - I dziękuję, nie
trzeba.
- Nooo to... pomogę siostrze!
Poderwał się zza stołu w kącie, za którym siedział i wyjął
Annie z rąk ciężki tom.
- Anno...
- Co pan tutaj robi?! - syknęła z oburzeniem. - Myślał pan, że
pana nie poznam? Albo pańskich kolegów?
- Przyjechałem po ciebie - rzekł żarliwie. - Nie możesz... Nie
możesz tak odejść!
- Mogę i zrobię to! - w jej wielkich oczach zakręciły się łzy.
- Również dla pańskiego dobra! Proszę uznać, że jestem dla pana
martwa.
- Nie mogę! - jęknął Xabi.
- Proszę wracać do swoich rachunków i dać mi spokój.
Nie śmiał się sprzeciwić, usiadł więc posłusznie za stołem,
ale do rachunków nie miał głowy. Odwrócił starą listę zakupów
i popatrując na ukochaną jął pisać wiersz.
Po nieszporach podano kolację, co niezmiernie ucieszyło Ramosa i
Ikera, którym po ciężkiej pracy w ogrodzie zdrowo burczało w
żołądkach. Tym razem Domitylla zaserwowała paellę, którą wraz
z nowicjuszkami roznosił i nakładał na talerze Pepe, przepasany
różowym fartuszkiem, co wzbudziło usilnie tłumioną eksplozję
wesołości u jego kolegów.
- Opanujcie się, cymbały - syknął kątem ust do Ramosa i Crisa,
chichoczących w rękawy habitów. - Iker, zrób im coś!
- Nie mogę - El Santo uśmiechnął się do niego promiennie znad
widelca pełnego ryżu. - Bardzo ci do twarzy w tym fartuszku...
Keplerio.
Kiedy wreszcie każda zakonnica i każda nowicjuszka otrzymała swoją
porcję, Kepler mógł zasiąść do stołu.
- Ej, kto to jest ten ksiądz? - wskazał dysretnie widelcem
jegomościa w sutannie, siedzącego obok matki przełożonej.
- Który? - zainteresował się Ronaldo.
- A ilu tu masz księży, matole? - zirytował się Pepe. - Ten,
który siedzi obok matki i się na ciebie gapi maślanym wzrokiem.
Cris zerknął dyskretnie.
Faktycznie, ksiądz, o twarzy okrągłej i bladej niczym księżyc w
pełni, podkreślonej jeszcze łysiną czołową, skrzętnie ukrywaną
pod pożyczką, wlepiał swe szkliste, jakby rybie, oczy w niego.
- On mnie rozpoznał! - syknął. - Na pewno!
- To jest spowiednik, osły - wyjaśnił spokojnie Iker. - Ja bym się
bardziej martwił o Xabiego.
Oczy piłkarzy skierowały się na kolegę, któy grzebał niemrawo
widelcem w paelli i mamrotał coś pod nosem.
Co mamrotał, okazało się po komplecie, gdy Pepe, usiadłszy z
rozmachem na łóżku Xabiera, strącił jakiś papier, który
wdzięcznie spłynął na posadzkę. Stoper podniósł go i zamarł.
- Chłopaki, Alonso poezję zaczął pisać!
- Pokaż! - Cris próbował mu wydrzeć stroniczki z ręki.
Twe oczy jak u
sarny a poranek był wtedy parny,
Leżałaś na
trawie a ja śniłem o tobie na jawie,
Anno zniewoliłaś
mą duszę
Umrzeć z miłości
muszę!- przeczytał Kepler, jedną ręka trzymając kartkę z
różowej papeterii a drugą ocierając łzy śmiechu. - Rudobrodego
chyba całkiem popiździło.
- E no... całkiem
fajne, ale Cohelo to on nie będzie. Powinien dopisać coś o śmierci
za życia z musu potrzeby. - zauważył Ronaldo wąchający kartkę.
- I pachnie jakoś tak taniochą.
- Co ty cały czas
z tą taniochą?- syknął Ramos- Zakochał się to pisze wiersze, wy
debile lepszych byście nie napisali.
- Oraz nie czyta
się cudzej korespondencji.- Iker zabrał Portugalczykom kartki.
- Święty Iker,
dajże nam się pośmiać. Cały dzień musiałem siedzieć w kuchni
i słuchać wywodu o kuzynie Domitylli, don Alejandro, który umarł
na zawał przez przedawkowanie karkówki z jakimś diabelskim sosem
barbecue. - Kepler wzniósł oczy do nieba.
- A ja widziałem
zastrzyk!- zapiszczał Cris- Normalnie odczułem ból metafizyczny.
- Jesteś idiotą.-
Ramos walnął CR7 w potylicę.
- Odszczekaj to!
- Spierdalaj!- odpowiedział uprzejmie Hiszpan.
- Wy niczego nie
rozumiecie! - Xabi stanął w plamie księzycowego światła. - To
jest miłość! To jest przeznaczenie!
- Mów mi jeszcze
- mruknął Ronaldo, podsuwając sobie poduszkę pod brodę.
Alonso spojrzał
na niego wzrokiem zranionej sarny.
- To jest
metafizyka - rzekł podniośle. - Ona jest moją Luthien! A ja - jej
Berenem.
- Przejęzyczyłeś
się, Xabierku, o całe dwie samogłoski - zauważył złośliwie
Pepe. - Ty nie jesteś Berenem, tylko zwyczajnym baranem. Oczadziałym
z miłości, do tego.
- No mówiłem -
jęknął dramatycznie Xabi, kładąc dłoń na piersi. - Wy nic nie
pojmujecie!
- Pojmujemy - mruknął Ramos. - Pojmujemy, że chce nam się spać,
a ty latasz jak poparzony i pieprzysz do wiersza.
- Ona jest moją
Ofelią! A ja musialem jej szukać! Wejść do mrocznego Hadesu...-
tłumaczył się Alonso.
- Dobrze, że nie
do sedesu - wymamrotał Casillas w poduszkę.
- Nie no on jest
niemożliwy!- Pepe energicznie wyskoczył z łóżka i połknął
dwie tabletki nasenne, które Cris zwędził z infirmerii. Po chwili
stanął przy misce z wodą, stojącej na małym stoliczku. -
Chłopaki...
- Czego? Też
chcesz pisać wiersze?- Iker wychylił głowę spod kołdry.
- Nie! Gorzej!
Podłoga się trzęsie!- wyszeptał przerażony Pepe, a koledzy mogli
dostrzec jak drypci w miejscu i macha rękami jak wielki pelikan
szykujący się do lotu.
- Te Ronaldo skąd
wiedziałeś, że to są tabletki nasenne?- zapytał podejrzliwie
Ramos.
CR7 prychnął jak
urażony kot i wzruszył ramionami.
- Są niebieskie.
- I?- maglował
Casillas.
- No nie wiecie,
że niebieskie tabletki są na sen?
- A po czym
wnosisz?- dopytał Ramos, czując że zaraz pierdyknie go w ten głupi
kaczy dziób.
- No bo tak jest,
na forum Bravo Girl przeczytałem!
- Ja pierdole!-
Ramos palnął się w głowę otwartą dłonią.- On jest debilem!
- Ty uważaj co
mówisz! Jestem Cristiano Ronaldo!
- A ja lataaaaam!
Ja lataaaaaaam! Jestem łabędziem! - Pepe zamachał ramionami jakby
chciał odlecieć.
- To będzie
ciężka noc - powiedział do siebie Iker.
____________________________________________________________________
Rozdział krótszy od poprzednich, ale obiecujemy się poprawić i następny będzie dłuższy. Za tekst dzisiejszego rozdziału uważamy "Berła piersi", które Fiolka wydłubała z Harlequina swojej rodzicielki. :P Życzymy Wam miłego czytania!
Pozdrawiamy Fiolka&Martina :)
____________________________________________________________________
Rozdział krótszy od poprzednich, ale obiecujemy się poprawić i następny będzie dłuższy. Za tekst dzisiejszego rozdziału uważamy "Berła piersi", które Fiolka wydłubała z Harlequina swojej rodzicielki. :P Życzymy Wam miłego czytania!
Pozdrawiamy Fiolka&Martina :)
W tym Rozdzialie Cristiano po prostu rozwala:D Biedny Xabi... męczy się chłopak, usycha z tęsknoty:) Nie ma co, naprawdę dobre to opowiadanko:) Czekam na dalsze rozdziały, pozdrawiam i życzę weny;)
OdpowiedzUsuńHaha, ależ się uśmiałam :D Biedny Xabiuś *_* Ale rozdział fajny i komediowy :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Hahahaha, poplakalam sie ze smiechu :D Cris mnie powalil, reszta rowniez nie taka zla :D
OdpowiedzUsuńOh, Xabi, co teraz bedzie z twoja miloscia? Szkoda mi go, ale wiem, ze Anna w koncu zmieni zdanie.
No i ta koncowka :D Coz to byly za tabletki ?:>
Twe oczy jak u sarny a poranek był wtedy parny,
OdpowiedzUsuńLeżałaś na trawie a ja śniłem o tobie na jawie,
Anno zniewoliłaś mą duszę
Umrzeć z miłości muszę - hahahaha jaki z Xabiego romantyk ;P świetny rozdział! Z niecierpliwością czekam na kolejny ;)
Hhahahahaha, o kurde. To było piękne !
OdpowiedzUsuńNie ma to jak zastrzyki, zboczony ksiądz, wiersze, piersi i łabędź Pepe. Świetny rozdział. Po raz kolejny szczerzyłam się do monitora jak głupia. Czekam na następny ;*
hahahaha, padłam! Wiedziałam, że Anna rozpozna Xabiego :D
OdpowiedzUsuńA te wiersze i tabletki, to po prostu z krzesła spadłam xD
Czekam na NN :*
Ja sobie tylko cały czas wyobrażam Pepe w różowym fartuszku!
OdpowiedzUsuńNo a Iker z tym 'sedesem' to też pojechał po bandzie :P Jak zwykle świetnie, czekam na następny :)
hahaha... Wiem że to piszesz sobie tak do jaja ale to jest GENIALNE...
OdpowiedzUsuńMusze złapać oddech, bo się śmieje cały czas.
Wiadomo że Anna go rozpoznała ale ciekawe czemu nie nakablowała ;D
Czekam i Pozdrawiam ;*
Pepe w różowym fartuszku? Dziewczyny pobudzacie moją wyobraźnie do działania :D Generalnie jak zwykle cieszyłam jape, to opowiadanie bez wątpienia jest moim ulubionym. Niebieskie tabletki? Na myśl przychodzi mi tylko jedno... :D
OdpowiedzUsuńRonaldo i jego koszmar xd
OdpowiedzUsuńNie wiem dlaczego Anna tak ostro zareagowała na wypowiedź Xabiego. A on biedny zakochał się do tego stopnia, ża zaczął pisać wiersze... ;>
Te tabletki mnie powaliły :D
Coś czuję, że będzie się działo. Czekam na nexta :3
No nie spodziewałam się, że Anna pozna Xabiego. Robi się co raz ciekawiej! I zabawniej :D. Ronaldo rozwala :D. Czekam na nowość.
OdpowiedzUsuńHohohoho <3 Jak mnie tu dawno nie było :P Musiałam nadrabiać 3 rozdziały, aż mnie oczy bolą, ale było warto ;D
OdpowiedzUsuńSuper to wszystko opisałyście :D te ich genialne teksty : "Wejść do mrocznego Hadesu... (...) Dobrze, że nie do sedesu " Powaliło mnie to XD
Zapraszam do mnie:
http://madristaforever10.blogspot.com/
Czyli Anny nie udało im się oszukać. Ciekawa jestem, czy pozwoli ona im dalej to ciągnąć, czy wyda ich... Mam nadzieję, że w końcu ugnie się i zgodzi się być z Xabierem ;)
OdpowiedzUsuńPowtarzam się ale to opowiadanie jest genialne. Chce się czytać więcej i więcej.
OdpowiedzUsuńMyślałam, że Anna ich nie rozpozna, mam nadzieję, że uch nie wyda a Xabiemu uda się skraść jej serce. Crisowi chyba najtrudniej jest się przestawić na warunki jakie tam panują ale ja i tak jestem zaskoczona, że do tej pory jeszcze nie wybuch i nie uciekł stamtąd.
Pozdrawiam :)
O rany, o rany, o rany, nie mogę przestać się śmiać, o rany! Wiersze Xabisia, odlatujący Pepe i ta zakonnica czytająca kwiatkom, nie mogę :DDDDDDDD To jest genialne!
OdpowiedzUsuńok, juz sie pozbierałam z podłogi, szczeke poskładałam do kupy, wiec jest git. heh, mam nadzieję, że księżulo nie rozpozna żadnego z nich, ani że, co gorsza, nie będzie próbował żadnej z nich poderwać. A te tabletki jak nie na sen, to na co były????? bo mi sie jakos dziwnie z Viagrą skojarzyły.
OdpowiedzUsuńRonaldo rozbraja mnie najbardziej. Ten jego sen na początku rozłożył mnie na łopatki. Nie ma jak czytanie romansów lubczykowi :D Nie, no chłopaki to ręce pełne roboty mięli. Xabi… pisze… wiersz? Nieźle go wzięło. Teraz to koledzy nie dadzą mu żyć :D Uwielbiam, jak oni do siebie milutko mówią :D Się chłopak nakręcił. Końcówka mnie rozwaliła totalnie. Nie mogę doczekać się kolejnej części. Pozdrawiam :D
OdpowiedzUsuńHahaha, nie no, jak zwykle mnie rozwaliłyście! Im dłużej czytam tego bloga, tym bardziej mam zrytą głowę, i za to Wam dziękuję :D Moim dzisiejszym bohaterem był Pepe. Najpierw w tym fartuszku, a potem ta akcja z tabletkami, mistrzostwo :D
OdpowiedzUsuńTak myślałam, że Anna rozpozna Xabiego, ciekawe jak to się potoczy.
Czekam na nexta!
Nie wiem skąd macie głowę pełną tych pomysłów naprawdę!!!!
OdpowiedzUsuńHaha. Ale się uśmiałam.
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam wcześniej, a właściwie przeczytałyśmy. Ja i moje przyjaciółki. Tak się wkręciłyśmy, że przerwy spędzałyśmy z WiFi i Twoim opowiadaniem. Ale teraz i tak przeczytałam jeszcze raz. ; )
Genialny pomysł. Pozdrawiam! ; *
Jak zwykle się uśmiałam :D . "Berła piersi" wut? Czego to ludzie nie wymyślą i nie przeczytają ^^ . Ten różowy fartuszek i niebieskie tabletki mnie rozwaliły, wyobraziłam to sobie, haha. Biedna siostra Xaberia, została odrzucona. Jestem ciekawa, co dalej wymyślicie :) . Czekam na następny rozdział.
OdpowiedzUsuńZapraszam na http://corka-tajemnicy.blogspot.com/
Nominuję Cię do Liebster Award! :)Szczegóły tutaj: http://ani-jeden.blogspot.com/p/libster-award.html
OdpowiedzUsuń