piątek, 17 maja 2013

Rozdział 4


 Cristiano przebudził się w środku nocy z krzykiem na ustach, cały mokry od zalewającego go potu. Śniła mu się siostra Eufrozyna, która chciała namydlić go "Szarym Jeleniem". Groźne oblicze zasuszonej szpitalniczki wyryło mu się w pamięć, dokładnie tak samo jak widok zakrwawionej podpaski w damskim wc, kiedy jako nastolatek musiał wypełnić głupi rozkaz starszego kolegi.
- Mamusiu!- jęknął rozglądając się po ciemnej celi. Reszta chłopaków smacznie spała, Pepe pochrapywał przez sen a Alonso wzdychał i mamrotał imię swojej Anny.
Cris położył się z powrotem na niewygodnej pryczy i nakrył połatanym kocem. Chciało mu się płakać, chociaż tylko cieniasy i najgrosze taniochy okazują słabość. On jest wielkim CR7 i nie powinien jojczeć. Jutro wszystkim pokaże, jak zajebistym jest aktorem i że mógłby być nominowany do Oscara.
Dzień upłynął piłkarzom na wprawianiu się w nałożone na nich obowiązki. Pepe zameldował się w kuchni kilka minut po piątej, patrząc łakomym wzrokiem na pachnący chleb, który wyciągała z pieca siostra Domitylla. Od zapachu zaburczało mu w brzuchu, czego nie omieszkała zauważyć pulchna mniszka.
- Siostra jest głodna, proszę się częstować. Świeżutki chlebuś a tutaj wiejskie masełko. Czasem lubię sobie podjeść przed posiłkiem. - zachichotała kucharka.
"Widać". - pomyślał stoper Realu, głośno zaś powiedział.
- Och ja też, szczególnie konfiturkę z wiśni.
- A wie siostra, że nie widać? Wszystkie jesteście takie chuderlawe, najbardziej to Crista i Sergia, ale ta druga siostrzyczka jest słabowita na płucach to normalne. Na naszych specjałach na pewno nabierzecie krzepy. - pomachała chochlą, którą zamierzała przemieszać owsiankę.
Sergio westchnął teatralnie, słuchając monologu siostry Tekli. Iker był mistrzem aktorstwa, ponieważ nawet on dał się nabrać na to, że bramkarz jest zainteresowany uprawą ziół.
- Powiem coś siostrom w sekrecie.- Tekla rozejrzała się na boki a potem pochyliła konspiracyjnie, jakby właśnie miała im do przekazania tajemnicę wagi państwowej. - Sekretem uprawy ziół jest czytanie im literatury.
- Poważnie?- zapytał entuzjastycznie Iker. - A co lubią czytać?
Ramos załamał się postawą przyjaciela, który świetnie bawił się udając ciemną masę.
- A no to różnie. Mięta lubi kryminały, tymiankowi czasem czytuję Kwiatki św Franciszka a lubczyk...- zarumieniła się niczym piwonie, które rosły pod klasztornym murem.- Lubczyk lubi romanse...Tylko błagam niech mnie siostrzyczki nie wydadzą, bo siostra Eufrozyna i matka przełożona nie popierają tego typu lektur. - zachichotała niczym pensjonarka.
- Wcale im się nie dziwię...- wyrwało się Sergiowi.
- Co siostra mówiła, bo niedosłyszałam?
- Ekhm mówiłam, że się troszkę dziwię. U nas w Argentynie można nam podczytywać dobre romanse...- zaplątał się, ale szybko z pomocą przyszedł mu Iker.
- Nasz umiłowany ojciec święty, Franciszek mawia" W miłości nie ma nic zdrożnego...".
- Ma siostra absolutną rację. Jeśli siostra chce, to pożyczę jeden romans. Dostałam od pani Rosario, tej co przynosi nam ryby. - mniszka wyciągnęła z pod wiaderka książkę obłożoną kolorową gazetą.
Iker przyjął ją z nabożną czcią i obiecał szybko zwrócić.
- " Jego oczom ukazało się białe berło piersi..." Matko kochana i święty Jezu na bananie co to jest?- rechotał potem Pepe, którego Domitylla wysłała do ogrodu po zioła. Chłopaki schowajcie to, potem sobie poczytamy. Berła piersi, brzmi jak opis laski z penisami zamiast cycków.- ubawiony stoper poczłapał do kuchni z koszyczkiem wypełnionym ziołami.
Tymczasem w infirmerii Ronaldo pocił się właśnie nad misą, ucierając w niej maść na żylaki.
- Niech siostra miesza energicznie - zaleciła Eufrozyna, przewiercając go tymi swoimi bladymi oczyma. - Maść nie może się zwarzyć.
- A nie prościej byłoby kupić w aptece? - bąknął nieśmiało.
- W aptece? - zgorszyła się szpitalniczka. - Siostra wie, ile by to kosztowało? Nie stać nas!
Cris zacisnął zęby i począł energiczniej pracować pałką do ucierania, chociaż woń płynąca z misy przyprawiała go o mdłości.
- Jak już siostra skończy ucieranie i przykryje misę czystym płótnem, pójdzie siostra tam - Eufrozyna wskazała biały parawan na końcu pomieszczenia. - Siostrze Felicydzie trzeba zrobić zastrzyk podskórny na alergię.
Cristianowi zrobiło się jakoś słabo. Nie bał się igieł, był w końcu honorowym krwiodawcą i dawał się kłuć regularnie, ale myśl o wbijaniu czegokolwiek komuś innemu była przerażająca.
- Zastrzyk...? - pisnął słabo. - Ale że ja?
- Co też siostra - ofuknęła go Eufrozyna. - Ja. Siostra będzie asystować. Jestem dyplomowaną pielęgniarką.
CR7 odetchnał z ulgą.
I tak im płynął dzień, na pracy, przeplatanej modlitwą. Xabier w roztargnieniu dłubał w papierach, gapiąc się na porządkującą bibliotekę Annę.
- Strasznie jest zapuszczona, sama nie wiem co tu mam - wyjaśniła siostra przełożona, odpędzając kurz skrajem habitu. - trzeb to, ekhe! Khe! Pospisywać.
Odłożyła na biurko wyjętą z półki książkę, która wznieciła unoszące się w gabinecie obłoki pyłu.
- Myślę, Anno, że to dobre zajęcie dla ciebie. Wyrabia skupienie, którego tak ci brakuje. A siostra Xabieria, cóż, siostro, byłabym wdzięczna za posegregowanie mi tych starych rachunków. Rozumie siostra, osobno za prąd, osobno za żywność i tak dalej.
- Tak matko przełożona - Anna dygnęła, z uporem wbijając spojrzenie w dębowy parkiet.
- Oczywiście - rzekł Xabi w roztargnieniu.
- Ja muszę iść, spowiednik czeka na mnie w kościele, mamy mnóstwo spraw do omówienia. Szczęść boże, moi mili!
Z tymi słowy zniknęła za drzwiami.
Xabi wahał się, czy nie podejść do Anny i na tym wahaniu zeszły mu co najmniej dwie godziny. Dwie godziny sortowania rachunków i łypania okiem na ukochaną, noszącą tomy z półki na biurko i z powrotem.
Wreszcie jego męska, a rycerska natura nie wytrzymała.
- Może siostrze pomogę? - zapytał.
- Jestem tylko nowicjuszką - odparła spokojnie. - I dziękuję, nie trzeba.
- Nooo to... pomogę siostrze!
Poderwał się zza stołu w kącie, za którym siedział i wyjął Annie z rąk ciężki tom.
- Anno...
- Co pan tutaj robi?! - syknęła z oburzeniem. - Myślał pan, że pana nie poznam? Albo pańskich kolegów?
- Przyjechałem po ciebie - rzekł żarliwie. - Nie możesz... Nie możesz tak odejść!
- Mogę i zrobię to! - w jej wielkich oczach zakręciły się łzy. - Również dla pańskiego dobra! Proszę uznać, że jestem dla pana martwa.
- Nie mogę! - jęknął Xabi.
- Proszę wracać do swoich rachunków i dać mi spokój.
Nie śmiał się sprzeciwić, usiadł więc posłusznie za stołem, ale do rachunków nie miał głowy. Odwrócił starą listę zakupów i popatrując na ukochaną jął pisać wiersz.
Po nieszporach podano kolację, co niezmiernie ucieszyło Ramosa i Ikera, którym po ciężkiej pracy w ogrodzie zdrowo burczało w żołądkach. Tym razem Domitylla zaserwowała paellę, którą wraz z nowicjuszkami roznosił i nakładał na talerze Pepe, przepasany różowym fartuszkiem, co wzbudziło usilnie tłumioną eksplozję wesołości u jego kolegów.
- Opanujcie się, cymbały - syknął kątem ust do Ramosa i Crisa, chichoczących w rękawy habitów. - Iker, zrób im coś!
- Nie mogę - El Santo uśmiechnął się do niego promiennie znad widelca pełnego ryżu. - Bardzo ci do twarzy w tym fartuszku... Keplerio.
Kiedy wreszcie każda zakonnica i każda nowicjuszka otrzymała swoją porcję, Kepler mógł zasiąść do stołu.
- Ej, kto to jest ten ksiądz? - wskazał dysretnie widelcem jegomościa w sutannie, siedzącego obok matki przełożonej.
- Który? - zainteresował się Ronaldo.
- A ilu tu masz księży, matole? - zirytował się Pepe. - Ten, który siedzi obok matki i się na ciebie gapi maślanym wzrokiem.
Cris zerknął dyskretnie.
Faktycznie, ksiądz, o twarzy okrągłej i bladej niczym księżyc w pełni, podkreślonej jeszcze łysiną czołową, skrzętnie ukrywaną pod pożyczką, wlepiał swe szkliste, jakby rybie, oczy w niego.
- On mnie rozpoznał! - syknął. - Na pewno!
- To jest spowiednik, osły - wyjaśnił spokojnie Iker. - Ja bym się bardziej martwił o Xabiego.
Oczy piłkarzy skierowały się na kolegę, któy grzebał niemrawo widelcem w paelli i mamrotał coś pod nosem.
Co mamrotał, okazało się po komplecie, gdy Pepe, usiadłszy z rozmachem na łóżku Xabiera, strącił jakiś papier, który wdzięcznie spłynął na posadzkę. Stoper podniósł go i zamarł.
- Chłopaki, Alonso poezję zaczął pisać!
- Pokaż! - Cris próbował mu wydrzeć stroniczki z ręki.
Twe oczy jak u sarny a poranek był wtedy parny,
Leżałaś na trawie a ja śniłem o tobie na jawie,
Anno zniewoliłaś mą duszę
Umrzeć z miłości muszę!- przeczytał Kepler, jedną ręka trzymając kartkę z różowej papeterii a drugą ocierając łzy śmiechu. - Rudobrodego chyba całkiem popiździło.
- E no... całkiem fajne, ale Cohelo to on nie będzie. Powinien dopisać coś o śmierci za życia z musu potrzeby. - zauważył Ronaldo wąchający kartkę. - I pachnie jakoś tak taniochą.
- Co ty cały czas z tą taniochą?- syknął Ramos- Zakochał się to pisze wiersze, wy debile lepszych byście nie napisali.
- Oraz nie czyta się cudzej korespondencji.- Iker zabrał Portugalczykom kartki.
- Święty Iker, dajże nam się pośmiać. Cały dzień musiałem siedzieć w kuchni i słuchać wywodu o kuzynie Domitylli, don Alejandro, który umarł na zawał przez przedawkowanie karkówki z jakimś diabelskim sosem barbecue. - Kepler wzniósł oczy do nieba.
- A ja widziałem zastrzyk!- zapiszczał Cris- Normalnie odczułem ból metafizyczny.
- Jesteś idiotą.- Ramos walnął CR7 w potylicę.
- Odszczekaj to!
- Spierdalaj!- odpowiedział uprzejmie Hiszpan.
- Wy niczego nie rozumiecie! - Xabi stanął w plamie księzycowego światła. - To jest miłość! To jest przeznaczenie!
- Mów mi jeszcze - mruknął Ronaldo, podsuwając sobie poduszkę pod brodę.
Alonso spojrzał na niego wzrokiem zranionej sarny.
- To jest metafizyka - rzekł podniośle. - Ona jest moją Luthien! A ja - jej Berenem.
- Przejęzyczyłeś się, Xabierku, o całe dwie samogłoski - zauważył złośliwie Pepe. - Ty nie jesteś Berenem, tylko zwyczajnym baranem. Oczadziałym z miłości, do tego.
- No mówiłem - jęknął dramatycznie Xabi, kładąc dłoń na piersi. - Wy nic nie pojmujecie!
- Pojmujemy - mruknął Ramos. - Pojmujemy, że chce nam się spać, a ty latasz jak poparzony i pieprzysz do wiersza.
- Ona jest moją Ofelią! A ja musialem jej szukać! Wejść do mrocznego Hadesu...- tłumaczył się Alonso.
- Dobrze, że nie do sedesu - wymamrotał Casillas w poduszkę.
- Nie no on jest niemożliwy!- Pepe energicznie wyskoczył z łóżka i połknął dwie tabletki nasenne, które Cris zwędził z infirmerii. Po chwili stanął przy misce z wodą, stojącej na małym stoliczku. - Chłopaki...
- Czego? Też chcesz pisać wiersze?- Iker wychylił głowę spod kołdry.
- Nie! Gorzej! Podłoga się trzęsie!- wyszeptał przerażony Pepe, a koledzy mogli dostrzec jak drypci w miejscu i macha rękami jak wielki pelikan szykujący się do lotu.
- Te Ronaldo skąd wiedziałeś, że to są tabletki nasenne?- zapytał podejrzliwie Ramos.
CR7 prychnął jak urażony kot i wzruszył ramionami.
- Są niebieskie.
- I?- maglował Casillas.
- No nie wiecie, że niebieskie tabletki są na sen?
- A po czym wnosisz?- dopytał Ramos, czując że zaraz pierdyknie go w ten głupi kaczy dziób.
- No bo tak jest, na forum Bravo Girl przeczytałem!
- Ja pierdole!- Ramos palnął się w głowę otwartą dłonią.- On jest debilem!
- Ty uważaj co mówisz! Jestem Cristiano Ronaldo!
- A ja lataaaaam! Ja lataaaaaaam! Jestem łabędziem! - Pepe zamachał ramionami jakby chciał odlecieć.
- To będzie ciężka noc - powiedział do siebie Iker.


____________________________________________________________________
Rozdział krótszy od poprzednich, ale obiecujemy się poprawić i następny będzie dłuższy. Za tekst dzisiejszego rozdziału uważamy "Berła piersi", które Fiolka wydłubała z Harlequina swojej rodzicielki. :P Życzymy Wam miłego czytania!
                                                                                  Pozdrawiamy Fiolka&Martina :)

22 komentarze:

  1. W tym Rozdzialie Cristiano po prostu rozwala:D Biedny Xabi... męczy się chłopak, usycha z tęsknoty:) Nie ma co, naprawdę dobre to opowiadanko:) Czekam na dalsze rozdziały, pozdrawiam i życzę weny;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha, ależ się uśmiałam :D Biedny Xabiuś *_* Ale rozdział fajny i komediowy :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahahaha, poplakalam sie ze smiechu :D Cris mnie powalil, reszta rowniez nie taka zla :D
    Oh, Xabi, co teraz bedzie z twoja miloscia? Szkoda mi go, ale wiem, ze Anna w koncu zmieni zdanie.
    No i ta koncowka :D Coz to byly za tabletki ?:>

    OdpowiedzUsuń
  4. Twe oczy jak u sarny a poranek był wtedy parny,
    Leżałaś na trawie a ja śniłem o tobie na jawie,
    Anno zniewoliłaś mą duszę
    Umrzeć z miłości muszę - hahahaha jaki z Xabiego romantyk ;P świetny rozdział! Z niecierpliwością czekam na kolejny ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hhahahahaha, o kurde. To było piękne !
    Nie ma to jak zastrzyki, zboczony ksiądz, wiersze, piersi i łabędź Pepe. Świetny rozdział. Po raz kolejny szczerzyłam się do monitora jak głupia. Czekam na następny ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. hahahaha, padłam! Wiedziałam, że Anna rozpozna Xabiego :D
    A te wiersze i tabletki, to po prostu z krzesła spadłam xD
    Czekam na NN :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja sobie tylko cały czas wyobrażam Pepe w różowym fartuszku!
    No a Iker z tym 'sedesem' to też pojechał po bandzie :P Jak zwykle świetnie, czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  8. hahaha... Wiem że to piszesz sobie tak do jaja ale to jest GENIALNE...
    Musze złapać oddech, bo się śmieje cały czas.
    Wiadomo że Anna go rozpoznała ale ciekawe czemu nie nakablowała ;D
    Czekam i Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  9. Pepe w różowym fartuszku? Dziewczyny pobudzacie moją wyobraźnie do działania :D Generalnie jak zwykle cieszyłam jape, to opowiadanie bez wątpienia jest moim ulubionym. Niebieskie tabletki? Na myśl przychodzi mi tylko jedno... :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Ronaldo i jego koszmar xd
    Nie wiem dlaczego Anna tak ostro zareagowała na wypowiedź Xabiego. A on biedny zakochał się do tego stopnia, ża zaczął pisać wiersze... ;>
    Te tabletki mnie powaliły :D
    Coś czuję, że będzie się działo. Czekam na nexta :3

    OdpowiedzUsuń
  11. No nie spodziewałam się, że Anna pozna Xabiego. Robi się co raz ciekawiej! I zabawniej :D. Ronaldo rozwala :D. Czekam na nowość.

    OdpowiedzUsuń
  12. Hohohoho <3 Jak mnie tu dawno nie było :P Musiałam nadrabiać 3 rozdziały, aż mnie oczy bolą, ale było warto ;D
    Super to wszystko opisałyście :D te ich genialne teksty : "Wejść do mrocznego Hadesu... (...) Dobrze, że nie do sedesu " Powaliło mnie to XD

    Zapraszam do mnie:
    http://madristaforever10.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Czyli Anny nie udało im się oszukać. Ciekawa jestem, czy pozwoli ona im dalej to ciągnąć, czy wyda ich... Mam nadzieję, że w końcu ugnie się i zgodzi się być z Xabierem ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Powtarzam się ale to opowiadanie jest genialne. Chce się czytać więcej i więcej.
    Myślałam, że Anna ich nie rozpozna, mam nadzieję, że uch nie wyda a Xabiemu uda się skraść jej serce. Crisowi chyba najtrudniej jest się przestawić na warunki jakie tam panują ale ja i tak jestem zaskoczona, że do tej pory jeszcze nie wybuch i nie uciekł stamtąd.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. O rany, o rany, o rany, nie mogę przestać się śmiać, o rany! Wiersze Xabisia, odlatujący Pepe i ta zakonnica czytająca kwiatkom, nie mogę :DDDDDDDD To jest genialne!

    OdpowiedzUsuń
  16. ok, juz sie pozbierałam z podłogi, szczeke poskładałam do kupy, wiec jest git. heh, mam nadzieję, że księżulo nie rozpozna żadnego z nich, ani że, co gorsza, nie będzie próbował żadnej z nich poderwać. A te tabletki jak nie na sen, to na co były????? bo mi sie jakos dziwnie z Viagrą skojarzyły.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ronaldo rozbraja mnie najbardziej. Ten jego sen na początku rozłożył mnie na łopatki. Nie ma jak czytanie romansów lubczykowi :D Nie, no chłopaki to ręce pełne roboty mięli. Xabi… pisze… wiersz? Nieźle go wzięło. Teraz to koledzy nie dadzą mu żyć :D Uwielbiam, jak oni do siebie milutko mówią :D Się chłopak nakręcił. Końcówka mnie rozwaliła totalnie. Nie mogę doczekać się kolejnej części. Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Hahaha, nie no, jak zwykle mnie rozwaliłyście! Im dłużej czytam tego bloga, tym bardziej mam zrytą głowę, i za to Wam dziękuję :D Moim dzisiejszym bohaterem był Pepe. Najpierw w tym fartuszku, a potem ta akcja z tabletkami, mistrzostwo :D
    Tak myślałam, że Anna rozpozna Xabiego, ciekawe jak to się potoczy.
    Czekam na nexta!

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie wiem skąd macie głowę pełną tych pomysłów naprawdę!!!!

    OdpowiedzUsuń
  20. Haha. Ale się uśmiałam.
    Przeczytałam wcześniej, a właściwie przeczytałyśmy. Ja i moje przyjaciółki. Tak się wkręciłyśmy, że przerwy spędzałyśmy z WiFi i Twoim opowiadaniem. Ale teraz i tak przeczytałam jeszcze raz. ; )
    Genialny pomysł. Pozdrawiam! ; *

    OdpowiedzUsuń
  21. Jak zwykle się uśmiałam :D . "Berła piersi" wut? Czego to ludzie nie wymyślą i nie przeczytają ^^ . Ten różowy fartuszek i niebieskie tabletki mnie rozwaliły, wyobraziłam to sobie, haha. Biedna siostra Xaberia, została odrzucona. Jestem ciekawa, co dalej wymyślicie :) . Czekam na następny rozdział.
    Zapraszam na http://corka-tajemnicy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  22. Nominuję Cię do Liebster Award! :)Szczegóły tutaj: http://ani-jeden.blogspot.com/p/libster-award.html

    OdpowiedzUsuń