piątek, 24 maja 2013

Rozdział 5




    Noc istotnie była ciężka, bo naćpany tajemniczymi niebieskimi prochami Pepe długo nie chciał zasnąć, upierając się najpierw, że jest łabędziem i zaraz odleci na księżyc. Kiedy już udało się go ściągnąć z parapetu i wsadzić do łóżka, zmienił zdanie, stwierdził, że już rozumie Alonsa, ponieważ też się zakochał i czuje głęboką potrzebę zaśpiewania serenady obiektowi swojej miłości.
- Ona jest taka piiiijjjęęęękna - rzekł, z zachwytem w  mętnym spojrzeniu. - Taka sexy!
- Ale kto? - zdziwił się Ronaldo. - Zakonnice to stare mumie, a te nowicjuszki pasztety sztuka w sztu...
Umilkł, pod straszliwym spojrzeniem Xabiego, po czym się poprawił.
- Same pasztety oprócz Anny oczywiście!
- Mylissssszsz się! - Pepe chwiejnym krokiem wyszedł z łóżka. - Moja Eufozynka jest śliczniejsza i zaraz jej zaśpiewam pod oknem.
- Cris, cóżeś ty za piguły skołował? - zapytał Ramos ze zgrozą. - Jemu zwarzyło  mózg!
- Trzymajcie go, on wychodzi! - wrzasnął równocześnie Iker, zrywając się z łóżka. Zaplątał się w kołdrę i wyłożył się jak długi, na szczęście Xabi popisał się przytomnością umysłu i złapał Keplera przed  samymi drzwiami dormitorium.
   Rano Pepe obudził się z potwornym bólem głowy, a dzwon wzywający na jutrznię odbijał mu się echem w czaszce, potęgując doznania. Stoper chciał przyłożyć rękę do głowy, ale nie mógł. Coś ją trzymało.
Uniósł głowę i skonstatował, że jest przywiązany prześcieradłami do łóżka.
- Co wy mi zrobiliście?! - wrzasnął.
- Nie pytaj - odparł sucho Casillas. - I nie ćpaj więcej.
- Ja ćpałem? - zdumiał się Pepe.
- Nawaliłeś się jak stodoła, zarwaliśmy przez ciebie noc! - rzekł nadąsany Cris, przeglądając się w ręcznym lusterku. - Mam wory pod oczyma! Jak ja wyglądam?!
- Przestań jojczeć i się ubieraj - burknął Ramos.
Tylko Xabi, jak zwykle, zachowywał spokój, myśląc, że już za chwilę zobaczy Annę.
Podczas porannej mszy, odprawianej przez spowiednika, ojca Laurentego, Iker walczył z narastającą sennością, Spędził większość nocy na pilnowaniu Pepe, wstał przeraźliwie rano i jego organizm, przyzwyczajony do regularnych dawek snu, domagał się stanowczo swych praw. Powieki opadały mu niczym ołowiane wieka, głowa się kołysała, wreszcie, podczas czytania, odpłynął w słodkie objęcia Morfeusza.
Obudziło go dyskretne szturchanie w bok. Otworzył oczy, zastanawiając się czemu Sara budzi go tak wcześnie, przypomniał sobie jednak, że przecież Sarę rzucił, a poza tym znajduje się w żeńskim klasztorze.
- Siostro Ikerio czy mnie siostra słyszy? - szepnęła do niego konfidencjonalnie siostra Scholastyka, z wyrazem troski na końskim obliczu. - Spać, to tu można, ale chrapać to już nie!
Casillas pokiwał głową na znak, że zrozumiał i rozejrzał się dyskretnie. Z jego kumpli drzemał tylko siedzący obok Ramos, reszta dzielnie się trzymała. Kopnął Sergia w kostkę.
   Po mszy zakonnice pomaszerowały przez dziedziniec zewnętrzny, a potem wewnętrzny do skrzydła w którym znajdował się refektarz. Niemiłosiernie ziewający piłkarze wlekli się na końcu, pochód zaś zamykał Ronaldo, który nie chciał, aby ktoś widział jego zapuchnięte od braku snu oczy.
Kiedy jednak znalazł się w wąskim i ciemnym korytarzu, wiodącym do refektarza, okazało się, że nie jest tam sam.
Ojciec Laurenty stał nonszalancko oparty o ścianę a przykrótkawa, sutanna odsłaniała jego białe, pocerowane czarną nicią skarpety.
- Szczęść Boże siostrzyczko...- podszedł bliżej, tak że jego rybie oczy były teraz na wysokości sztucznych piersi Ronalda.
- Szczęść Boże...- zapiszczał Cris a brzmiał przy tym jak przyduszana przez kota mysz.
Stary spowiednik taksował kształty Cristy, śliniąc się przy tym, jakby właśnie oglądał kawał befsztyku na targu.
- Siostrzyczki są z Argentyny?- zapytał przysuwając się jeszcze bliżej, do CR7 doszedł zapach przetrawionej cebuli i gdyby nie to, że był przed śniadaniem, to niechybnie od tego smrodu jedzenie podeszłoby mu pod same gardło.
- Szi...- odpowiedział a raczej zabulgotał, smród z paszczy tego jegomościa wywołał kolejną falę mdłości. Zrozumiał jak to jest być w pierwszym trymestrze ciąży i dziękował wyższej instancji, że jest stuprocentowym macho a nie słabą kobietą.
- Czemu siostrzyczka jest taka milcząca? Te piękne...- zaakcentował a w ciemności błynsął mu złoty ząb...- ponętne...usta...
Jezu zgwałci mnie! Co to za debil? Mamusiu!- prawie się udławił własnym językiem, który trzymał za zębami. Miał ochotę rozpędzić się i przypierniczyć temu zbokowi z partyzanta. A potem poprawić w krocze.
Laurenty położył mu dłoń na biodrze, sunąc w górę ku sztucznie wypchanemu popiersiu, ale z refektarza wysunął się Pepe grzmiąc głośno a dosadnie.
- Criiiiiista czekamy na siostrę!
- Muszę lecieć!- Cristiano oprzytomniał, zakasał habit i pędem pobiegł do refektarza, po drodze łapiąc hausty powietrza.
Na salę wpadł zdyszany, siadając na ławie z ciężkim westchnieniem na ustach.
Xabi na chwilę oderwał się od kontemplowania światła,  które wpadając przez wąską okiennicę rozpraszało się nad głową Anny, tworząc nad nią świetlistą aureolę, podobną do tych na obrazach świętych.
- Dobrze się czujesz?- szepnął do Crisa, widząc że oprócz worków pod oczami, jego niegdyś opalona skóra, teraz przybrała kolor mocno ziemisty.
- Ten...ten...ten taniocha...- jęknął niemal płaczliwie. - On mnie obmacał...
- Kto?- wyrwało się Ramosowi.
- Książę...
- Kto?- zapytał zdezorientowany Iker.- Jaki znowu książę? Jeśli przypomniał ci się bal u Juana Carlosa*, to przecież jego syn Felipe** wyjaśnił ci, że kuzyn Uwaldo*** nie jest gejem i to macanie przy bufecie było wynikiem jego ślepoty. Nie wiedział, że jesteś facetem.
Crist wyciągnął rękawa chusteczkę, dmuchając w nią potężnie.
- Ksiądz! - odpowiedział.
- Ten spowiednik?- zapytał zniecierpliwiony Pepe.
- Tak!
- O kurwa...- wyrwało się Ramosowi na tyle głośno, że siostra Eufrozyna dosłyszała końcówkę i wpatrywała się w fałszywe siostrzyczki wzrokiem godnym potomkini bazyliszka.
Co się jompisz, zasuszona paskudo?- pomyślał w skrytości ducha CR7
- On urwał znaczy się święty Jerzy głowę tego smoka...- poprawił kolegę Iker.
- Takie tam rozważania o świętych - wyszczerzył się Ramos.
- Wydawało mi się, że chyba jednak uciął mieczem - rzekła w zadumie siostra Carmela.
Siostra Eufrozyna chrząknęła.
- Też tak myślałam - powiedziała. - Miło jednak dowiadywać się nowych rzeczy.
Spożywszy grzanki i popiwszy je czarną kawą, zakonnice udały się do swoich zajęć. Xabi tym razem został wraz z Anną oddelegowany do biblioteki klasztornej.
- W rachunkach mam porządek, w mojej bibliotece podręcznej też - oznajmiła matka przełożona, prowadząc ich długim korytarzem na parterze. - Dziękuję wam, moje kochane. Dobrze by było, gdybyście teraz zajęły się biblioteką klasztorną. W księgozbiorze jest bałagan, a myszy i wilgoć narobiły nieco zniszczeń.  Poukładajcie książki, popodklejajcie, no wiecie. Klej, nożyczki i papier są w biurku.
Z lekkim stęknięciem otwarła potężne dwuskrzydłowe drzwi. Za nimi znajdowało się ogromne pomieszczenie, którego większą część wypełniały regały, zaś na małym kawałku przy oknach tłoczyły się pulpity czytelnicze i sędziwe biurko.
- No, zostawiam was same - oznajmiła matka. - Myślę, moje drogie, że sobie poradzicie. Szczęść Boże!
Niestety, Xabi nie poradził sobie w ten sposób, w jaki by chciał. Anna znikała mu między regałami, zawalała książkami do podklejenia, lub wręcz umykała na pomościk, z którego można było sięgnąć na półki pod samym sufitem. Była jak duch, jak dym, jak nieuchwytna nimfa. Zirytowany Xabier ciął papier i babrał paluchy w kleju, niczego nie osiągnąwszy.
Tymczasem Pepe w klasztornej kuchni stał z zakasanymi rękawami nad wielkim stołem, na którym piętrzył się kopiec mąki. W jego wierzchołku Domitylla utworzyła krater, do którego wrzuciła masło i wlała ostrożnie żółtka.
- Jeszcze trochę gałki muszkatołowej i soli - mruknęła, dosypując przyprawy. - Ślicznie. Teraz siostra się skoncentruje. Ja zaraz wleję rozczynę, a siostra wyrobi ciasto, ale porządnie!
Sięgnęła po stojący przy potężnej trzypiekarnikowej kuchni, bo nie kuchence, garnek. Pepe przyglądał jej się dosyć nieuważnie, bowiem dwie nowicjuszki, Pepita i Maria, wkładały zmyte po śniadaniu naczynia do kredensu, wypinając przy tym wcale zgrabne tyłeczki.
- Uwaga, leję! - huknęła Domitylla, wyrywając Keplera z nastroju kontemplacyjnego. - Wycieka bokiem, niech siostra zarabia!
Pepe czym prędzej wsadził łapy w kopiec mąki, ociekający teraz szarobeżową, mętną i ciepłą cieczą. Zaczął gnieść, ciasto przeciskało mu się między palcami, robiły się kluchy, a rozczyna próbowała zwiać, tak, że aż spotniał pod habitem. Po dłuższej chwili jednak ciasto zaczęło wyglądać jak ciasto.
- Zagniotłam! - wykrzyknął dumnie i w tym momencie poczuł, że okropnie swędzi go nos. Odruchowo podniósł rękę do twarzy i ujrzał, że jest kompletnie oblepiona ciastem, a tymczasem swędzenie wzmagało się bezlitośnie, doprowadzając go niemal do obłędu. Spróbował potrzeć nos barkiem, zmarszczył go, wreszcie zrobił zeza zbieżnego.
- Siostro Domityllo... - jęknął. - Niech mnie siostra po nosie podrapie! Swęęęęęędzi, ajajajaj!
Domitylla, śmiejąc się, spełniła jego życzenie, a on poddawał się z błogością drapaniu jej szorstkich dłoni.
W tym właśnie momencie na salę wkroczył Cristiano.
- Siostra Eufrozyna przysyła zalecenia diete... O rany! Pepe! - zreflektował się. - Peperzecież co wy robicie?
- Drapię siostrę Keplerię w nos - objaśniła dobrodusznie Domitylla. - Zawsze swędzi jak się człowiek nie może podrapać. Da siostra te zalecenia.
Cris w milczeniu podał kartkę, łypiąc nieufnie na kumpla. Ten, korzystając z faktu, że Domitylla była odwrócona do niego tyłem, popukał się w czoło, zostawiając na nim smugę ciasta.
Domitylla przestudiowała treść kartki, podziękowała Crisowi, a kiedy wyszedł odwróciła się do Pepe.
- Ładnie siostra zagniotła, a teraz trzeba wyrobić - orzekła. - To bardzo uspokaja, wie siostra?
- Naprawdę? - zainteresował się Kepler, wkurzony właśnie na Crisa.
- No. Była siostra kiedyś taka zła na kogoś, że miała mu ochotę przywalić? - zapytała Domitylla.
- Oj, ile razy... - westchnął Pepe.
- No widzi siostra, mnie też się to zdarza. Wtedy robię ciasto drożdżowe. Uformuje siostra kulę z ciasta - poleciła.
Kepler uformował nieforemną bułę.
- I teraz niech siostra w nią wali pięściami ile tylko Pan Bóg dał sił! - skomenderowała Domitylla. - Może też siostra rzucać nią o stół!
Tego Pepe nie trzeba było dwa razy powtarzać.
Ramos pielił pomidory, wyrzekając w duchu na niesprawiedliwość dziejową. Dlaczego to on musiał machać motyką w palącym słońcu, a tymczasem Iker i Tekla siedzieli w cienistej szopie (tej samej, którą podpaliła niechcący, ale zaledwie trochę Carmela w dniu ich przyjazdu), piklując, czy jakoś tak, sadzonki czegoś tam? Że niby był jak słoń w składzie porcelany? Też coś.
Obok jedna z nowicjuszek, hoże, czarnowłose i czarnookie dziewczę, zbierała wypielone chwasty, ściętą trawę i inne organiczne odpadki na taczkę, aby wywieźć je do kompostownika. Zamierzała właśnie pchnąć wyładowany kopiasto pojazd, gdy w Ramosie piknęła słynna madrycka dżentelmeneria. Odłożył motykę między pomidory.
- Słuchaj no dziecko, zostaw tę taczkę - rzekł rozkazująco. - Jak masz na imię?
- Emmanuella - rzekła śmiało.
 - Dobra, Emanuella - rzekł rzeczowo Sergio. - Dokończ za mnie te pomidory, a ja zawiozę te śmieci.
Chwycił rączki taczki i lekko, jakby ten nabój nic nie ważył, pomaszerował do kompostownika. Emmanuella patrzyła na niego z rozdziawioną buzią i wypiekami na policzkach.
- Jaka siostra jest silna! - powiedziała z zachwytem, gdy Sergio wracał.
- Dobra, dobra, kończ te pomidory - mruknął.
- Ale siostro, jeszcze tam jes kupa zielska! O, i tam! - Emmanuella wskazywała smukłym paluszkiem.
Ramos zacisnął zęby i zabrał się do roboty. Kiedy kursował z taczką, nowicjuszka rozmaślonym wzrokiem taksowała jego postać, a zwłaszcza bicepsy wyglądające spod zawiniętych rękawów habitu.
Skończywszy przysiadł na murku, okalającym warzywnik. Jak spod ziemi wyrosła Emmanuella i przysiadła obok niego.
- Siostro Sergio(czyt Serżjo) czy siostra była kiedyś zakochana?- Nowicjuszka przysunęła się do Ramosa spoglądając na niego rozkochanym wzrokiem.
- Ekhm...- zakaszlał Ramos prawie się krztusząc. - No więc droga Emmanuello, kiedyś w Argentynie, gdy jeszcze mieszkałam na przepastnych stepach, był jeden chłopak. Lecz nasza miłość zgasła jak zdmuchnięta świeca, gdyż poczułam że muszę zostać poślubiona Jezusowi. - odpowiedział Sergio a Emanuella nadal wpatrywała się w niego jak w cudowny obraz.
"Co ja kurwa wygaduję?" - jęknął w duchu. "Mało mi, że dupy lecą na mnie w życiu realnym to jeszcze bałamucę zakonnice!"
- Siostra jest taka mądra. - Emanuella położyła dłoń na jego kolanie.
Odsunął się prawie spadając z murku na którym siedział.
- Życie nauczyło mnie mądrości drogie dziecko.- zakasłał.- A teraz proszę wybaczyć, ale słońce źle na mnie działa.- uciekł tak szybko, na ile pozwalały mu nogi zaplątujące się w materiał habitu.
Na obiad podano potrawę o egzotycznie brzmiącej nazwie "kulebiak". Były to bochenki pysznego, drożdżowego ciasta, kryjące w sobie smakowite, mięsno-warzywne nadzienie. Domitylla twierdziła, że przepis dostała podczas pielgrzymki na Jasną Górę, w Polsce. Danie zrobiło furorę, zwłaszcza z uwagi na niezmiernie delikatne i puszyste ciasto.
- Niebiańskie! - zachwyciła się matka przełożona. - Takie puchate, takie... och, jak puch z anielskich skrzydeł!
- To wyłączna zasługa siostry Keplerii - odparła skromnie Domitylla. - Nikt tak nie wyrabia ciasta jak ona!
Pepe zaś siedział przy stole jadalnym z błogą miną, promieniując spokojem.
- Odtąd zawsze przed meczem będę robił ciasto drożdżowe - zapowiedział. - Nie macie pojęcia jak to odstresowuje!
- Zajebiście - mruknął w talerz Xabi, zżerany fustracją i niezaspokojonym pożądaniem.
   Po południu wrócili do swych zajęć. Eufrozyna dowaliła Crisowi noszenie jakichś ciężkich skrzyń  z flaszkami o tajemniczej zawartości, Pepe pocił się przy zmywaniu, a potem przy  przygotowaniach do kolacji, Xabi nosił niezliczone tomy w bibliotece, a Iker i Ramos rozrzucali gnój na grządkach.
Skończywszy pracę w bibliotece i bezowocne uganianie się za niedostępną Anną, Xabi poczuł, że musi się umyć. Był spocony, zakurzony, a do tego śmierdział mysimi szczynami. Nie myśląc wiele wyjął czysty habit i majtki z plecaka, na ramię zarzucił ręcznik i pomknął do umywalni, zapominając zamknąć za sobą drzwi na zasuwkę.
Pluskał się błogo w strumieniach przyjemnie chłodnej wody, gdy na korytarzu rozbrzmiały kroki. Pomyślał, że to któryś z chłopaków i spokojnie kontynuował ablucje, mydląc swą owłosioną pierś.
Anna, bo ona to była, szukała siostry Xabierii na polecenie matki przełożonej, która nie mogła się doszukać jakiegoś starego rachunku, a okazał on się nagle niezmiernie potrzebny. Z sercem, trzepocącym w piersi jak niespokojny ptak, zagłębiła się w korytarz wschodniego skrzydła. Policzki ją paliły, czuła, że się rumieni, a nie chciała pokazać Alonsowi, że cokolwiek do niego czuje, postanowiła zatem obmyć twarz zimną wodą.
Wbiegła do umywalni, zatrzaskując za sobą drzwi i zamarła. Pod prysznicem stał bowiem Xabier, w całej swojej krasie, nagi jak go Pan Bóg stworzył. Anna spojrzała na jego muskularne, lśniące od wody i mydlin ciało i spłonęła potężnym rumieńcem.
- Anno! - wykrzyknął Xabi. - Najdroższa!
Ruszył ku niej, a ona poczuła, że jeśli ten wyglądający jak półbóg mężczyzna podejdzie bodaj jeden krok bliżej, ona mu ulegnie.
- Nie! - krzyknęła i zaczęła uciekać.
Niefortunnie jednak pośliznęła się na kostce Szarego Jelenia, porzuconej z wzgardą przez Ronaldo na środku posadzki i wylądowała na podłodze.
- Nic ci nie jest? - Alonso podniósł ją troskliwie, przesłaniając swym nagim ciałem cały świat.
      Wkurzony Cristiano człapał po schodach dormitorium, kłócąc się z Ramosem o to kto miał dzisiaj gorszą pracę.
- Śmierdzę jak apteka! - jęczał.
Ramos przysunął się do niego na tyle blisko, że Cris poczuł zapach potu przemieszany z kompostem i łajnem niewiadomego pochodzenia. Jego delikatny nos, nie był przyzwyczajony do tak dewastujących zmysł węchu smrodów.
- I co Cristo? Przebijesz ten smród?- brwi obrońcy poruszyły się a ich właściciel wyszczerzył białe jak śnieg w alpach zęby.
"Muszę zapytać Ikera, gdzie ten ciołek robił licówki."- pomyślał CR7, głośno zaś dodał.
- Pachniesz jak wieprz! Dlatego wybać, ale nie będę z tobą przebywał i idę się wykąpać.- wypruł do góry, jakby gonił go sam Laurenty.
Z czeluści swojego plecaka wydłubał piankę do golenia, krem i pensetę, gdyż rano ze zgrozą zauważył, że dwa włoski na jego brwiach są siwe!
Zadowolony z ręcznikiem przerzuconym przez ramię wparował do łaźni i wtedy zobaczył to!
Nowicjuszka Anna leżała na kafelkach a Alonso trzymał ją w barczystych ramionach. Może w tym widoku nie byłoby nic zdrożnego, przecież nie żyli w średniowieczu, ale...
Xabi był odwrócony do Ronaldo plecami i CR7 widział w całej okazałości, umięśniony tyłek swojego kumpla, kuszaco wypięty w jego stronę. Opanowała go homoseksualiza, najpierw ksiądz, potem zadek Xabiego.
Stanął  w miejscu z rozdziawionymi gałami, jakby ktoś zamienił go w posąg.
 - Co tak sterczysz jakbyś zobaczył ducha?- Kepler usiłował wejść do łazienki, ale Ronaldo zatarasował drzwi własnym ciałem.
- Nie możesz tam wejść!- powiedział z mocną
- Niby czemu?- Ramos włączył się do rozmowy.
- Ponieważ tam się odbywa upadek moralności!
- Czego? Ronaldo czy tobie odpierdoliło od przebywania z Eufrozyną? Jaki znowu upadek?
- Właśnie?! - Iker też się zainteresował. CR7 spojrzał na kolegów i rzekł bardzo, ale to bardzo poważnym głosem.
- Alonso leży goły na Annie!
- Chwała Najwyższemu!- przeżegnał się Iker
- Wrócimy do domu i klimatyzacji! - Ramos upadł na kolana, tak jakby chciał modlić się do Allaha.
Kepler jednak był sceptyczny.
- Pożyjemy, zobaczymy...- jakby jego słowa wydały się prorocze, bo Cris dostał w plecy drzwiami tak mocno, że zatoczył się pod staromodną komodę, pamiętającą jeszcze młodość generała Franco.
Z łazienki wybiegła zarumieniona Anna, z przekrzywionym welonem i rumieńcami na policzkach a zaraz za nią przesłonięty ręcznikiem Xabi z mydlinami na włosach i pianą na brodzie.
Dziewczyna popatrzyła na piłkarzy i uciekła na korytarz jakby gonił ją sam Lucyfer.
- No i w pizdu... - jęknął Iker
- Amen - chórem dokończyli Ramos i Pepe.
    Xabi podniósł się z kafelków, okrywając swoją nagość puchatym ręcznikiem. Wyglądał jakby świat runął mu na głowę a serce pękło na milion kawałków.
Anna go nie chce.- z taką myślą położył się spać.
Inne rozterki szarpały Crisa, który uświadomił sobie, że świat nie dzieli się na bogatych i taniochy, ale na normalnych facetów- takich jak on oraz dybiących na ich urodę- gejów.

*Król Hiszpanii Juan Carlos
** Syn króla, książę Felipe
*** zmyślony kuzyn obu panów :D

________________________________________________________________________________
W ubiegłym tygodniu rozdział nie był nadzwyczaj długi, dlatego dzisiaj postanowiłyśmy popracować dłużej i intensywniej :D Oto efekt dzieła naszych rąk i umysłów, które przez powyższe dzieło a nawet działo( w końcu Realowcy to ciężka artyleria) ryją się doszczętnie. 
Życzymy Wam miłego czytania :)
                                                                          Fiolka&Martina

PS. Taki tam Alonso...w hamaku *_* <3 ^^ 

23 komentarze:

  1. Super rozdział :D. Śmiałam się. Idealnie na złą pogodę :D
    Super piszecie :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. No i w pizdu... - jęknął Iker
    - Amen.
    Tu to po prostu padłam z krzesła!
    Świetny :d
    Czekam na nowość :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahahhah! No nie mogę! Czytałam to i uśmiech nie schodził mi z twarzy xD
    Tylko proszę nie zrób mi z Crisa homoseksualisty ;D
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie ;]

    OdpowiedzUsuń
  4. Super odcinek. Uśmiałam się za wszystkie czasy :D
    Biedny Ronaldo. Trafił mu się spowiednik-podrywacz. Mam nadzieję, że w jakiś sposób rozwinięcie tą akcję z tym księdzem i CR7.
    Szkoda mi w jakiś sposób Xabiego. On rzeczywiście jest zakochany, a Anna tak jakby bała się przyznać przed samą sobą, że coś czuje do Alonso. Widać, że Nowicjuszka jest obojętna na względy Xabiego :D
    A ten tekst: "Co się jompisz, zasuszona paskudo?- pomyślał w skrytości ducha CR7" to normalnie wywołało paniczny napad śmiechu. Boski tekst, jak zapewne większość w tym odcinku, jak i całej historii.
    Czekam na nowy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hahaha, nie no rozdział jest mocny! xD I faktycznie długi - a to dobrze :D
    A więc co najbardziej mi się podobało? Nikczemny ksiądz, nowicjuszka Emmanuela, akcja Xabiego i Anny w łazience :D
    Ale po prostu każdy fragment wywoływał u mnie niepohamowany śmiech. Umiecie zapewnić czytelnikom atrakcje godne mistrza :D
    Czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Największy ubaw miałam z księdza i Crisa, błaagam tylko nie róbcie z niego pedałka :D Akcja w łazience również niczego sobie, mam nadzieję, że jednk go zechce. Czekam na następny ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Calm down dziewczyny, Cris jest 100% macho i na pewno nie zrobimy z niego homoseksualisty, chociaż mamy szacunek do gejów :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobra, już, pozbierałam sie z ziemii. Matko, piłkarze przezywają w murach tego kalsztoru istną traumę, biedny Cris, się chłopak pogubił nieco, dostalam napadu śmiechu wyobrażajac sobie ronaldo ze sztucznymi cyckami. Seksmisja mi sie przypomniała. Mam nadzieję, że Anna doceni starania Xabiego i chłpacy wrocą do rzeczywistości i swojego świata, bo w tym dość ciężko im się odnaleźć. Pzodraiwam i zapraszam do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Biedny Xabi. A cała reszta chłopaków razem z nim. No bo raczej z klasztoru nie wybędą dopóki Alonso Anny nie przekona. No to jeszcze będzie wesoło, oj będzie...

    OdpowiedzUsuń
  10. Szary Jeleń robi karierę w tym opowiadaniu. Bardzo ważna rola, moim zdaniem. :D
    Trudno mi napisać, co było w tym odcinku najśmieszniejsze, bo po prostu nie potrafię wybrać. :d
    Dlatego pokornie poczekam na kolejny odcinek i na kolejne dawki śmiechu :)

    OdpowiedzUsuń
  11. brakuje mi przymiotników, by określić, jak wspaniały i zabawny jest ten rozdział! to, co wyprawiają piłkarze w tym zakonie to po prostu powala na kolana. jesteście niewiarygodnie pomysłowe! mam ogromny szacunek do Waszej twórczości! czekam niecierpliwie na kolejny!

    OdpowiedzUsuń
  12. hahahahah padłam, jak ten ksiądz zaczął obmacywać Cristiano! Dużo weny życzę i czekam na następny! ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Hahahah, takiego drugie opowiadania nigdy nie znajdę. Jesteście genialne. Spowiednik obmacujący Crisa rulez, sama się przestraszyłam ze go tam zgwałci. Bezbożnik jeden :D
    Czekam na nowy!

    OdpowiedzUsuń
  14. Cris doprowadza mnie do płaczu :D. nie mogę wytrzymać ze śmiechu :D.
    rozdziały tutaj zawsze poprawiają mi humor! :) także czekam na nowość.
    opowiadanie jest świetne!

    OdpowiedzUsuń
  15. - No i w pizdu... - jęknął Iker
    - Amen - chórem dokończyli Ramos i Pepe.
    To jest bezcenne :D
    Uuu... bliskie spotkanie :D
    No i po za tym ja chce widzieć jak Pepe wyrabia te placki przed meczem :]
    HAHAHAHAHA
    Czekam i pozdrawiam :**

    OdpowiedzUsuń
  16. O matko :D Skąd Wy bierzecie na to wszystko pomysły? Cieszę się, że rozdział był taki długi. Skutecznie poprawiłyście mi humor po wczorajszym finale LM. jest tu tyle ciekawych momentów, że pewnie połowę ominę w tym komentarzu.
    Biedny Cris przechodzi w tym klasztorze katusze. Że też mu się trafił taki spowiednik :D Oby tylko Xabi po tej akcji się nie załamał, nareszcie doszło do jakiegoś zbliżenia. Anna jest niedostępna ale mam nadzieję, że w końcu doceni starania Alonso.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  17. AMEN, hahha ^^
    Świetny rozdział, biedna siostra Crista, osaczona przez księdza :c . Znowu się uśmiałam, macie talent do pisania :D . Ten moment z Anną w łazience... No cóż, hahaha :D . Lubię takie rzeczy, to i to mi się podobało :) . Czekam na nowy rozdział.
    Zapraszam na http://corka-tajemnicy.blogspot.com/ i dziękuję za informowanie :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Hahahhahahahahahahahahahahahahahhahahaha
    Ten rozdział był boski! Kilka razy leżałam na ziemi i lałam, a kiedy indziej śmiałam się do monitora jak idiotka. Nie ma to jak zboczony ksiądz ;D Biedny Cris, jak on jeszcze trochę dłużnej tam pobędzie to się okaże, że ma pociągi homoseksualne. Jak xxxbarcaxxx napisała Szary Jeleń robi furorę, niedługo nie tylko w Waszym opowiadaniu. Czekam z niecierpliwością na następny. Mam nadzieję, że będzie więcej "atutów" Xabiego <3
    Amen xD
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  19. Hahah Pepe to się nie miał w kim zakochać :D Ronaldo rozwala mnie na łopatki za każdym razem kiedy się pojawia. UUuu widzę, że nasza Cristina ma adoratora. Hehe jeszcze kilka razy tak im się coś wymsknie przez przypadek i prawdziwe siostry się pokapują :D Pepe wyrabiający ciasto – musiałoby to naprawdę ekstra wyglądać. Chyba Emanuella się bujnęła. Końcówka najlepsza. Czekam na ciąg dalszy. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Perfekcyjnie :D
    Ubóstwiam Twoją pomysłowość :D Wgl nie ogarniam jak można mieć tak talent :D Cudnie :)
    Zapraszam do mnie :
    http://madristaforever10.blogspot.com/
    http://es-todo-sobre-el-amor.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  21. Jeśli miałabym polecić komuś coś na poprawę humoru, to byłoby to Twoje opowiadanie.
    Najbardziej rozwala mnie siostra Crista i Kepleria. ; DD
    Myślę, że już niedługo nastąpi przełom w relacji Xabiego z Anna. Liczę na to.
    Pozdrawiam! ; *

    OdpowiedzUsuń
  22. Już myślałam, że pomiędzy Anną i Xabierem do czegoś dojdzie, ale Cristiano zawsze musi się napatoczyć... Ale i tak go uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  23. O mamo! :D
    Niezła akcja w tej łazience, już seryjnie myślałam, że choć jakaś rozmowa/pocałunek będzie, a tu nic ;<
    Chłopacy się cieszą, że w końcu wrócą do domu, ale ja sądzę, że to jeszcze długaa droga do tego ;d
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń